71. Do domu? Jak?

Cichociemna nadzieja była u kresu swojej wytrzymałości, kiedy ze spuchniętym brzuchem i widokiem na olbrzymie perspektywy Maria kierowała swoim losem ze szpitalnego łóżka Oiom-u w Zabrzu. Nic dwa razy się nie zdarza i do rzeki tej samej dwa razy nie wchodzę, no chyba że na Oiomie w Zabrzu, gdzie ciągłe deja vu zapętlało się przez…

70. Pag? Pig? Nie. Peg.

Marysia „spadała z wagi”, a my w końcu wiedzieliśmy, że zbliża się koniec. – Wiesz co? Mam to gdzieś. Wysłali nas tu na umarcie. Marysia nigdy nie wyjdzie do domu. Rozumiesz? W lecie 2015 roku Marysia umiała już całkiem sprawnie oddychać bez respiratora, co nie znaczy, że go nie używała. Od czasu do czasu, dla…

68. Ściana

Jakiś czas temu zwolniłem z postami znacząco, ale to nie ze znudzenia, bo z nim walczę i wygrywam, nie z braku tematu, bo ten sam się napisał i nie dlatego, że… pomimo tego, że minął rok i trochę, wciąż nie mogę uwierzyć, że pod sam koniec szpitalnego leczenia Marii, tak się wszystko pokiełbasiło. To była…

67. … skłamałem

Po piętnastu miesiącach leczenia, Maria chora na wszystkie swoje choroby, trafiła do innego szpitala. Kiedy tam jechaliśmy, Ona z Kamilą w karetce i ja czerwonym samochodem, ciągnął się za nami smród przypalanej niemocą nadziei. W radiu słyszałem melodie z serialu „Dom”, a moja psychika była jak Warszawa w styczniu 1945 roku. Zimna, zburzona i bezludna.…

66. Niemożliwe

Któregoś majowego dnia 2015 roku Pani doktor w końcu powiedziała: – Przenosimy was. Musicie być bliżej domu. – Ale gdzie nas przeniesiecie? – Tam gdzie panu mówiłam. – My się nie zgadzamy. Chcemy zostać tu. Tam Jej nie znają. My ich nie znamy. – To jest bardzo dobry szpital. Bardzo kompetentny pan ordynator. Z nim…

65. Odpoczywali

Musiałem odpocząć od Maryśki, od bloga, od żony. Chciałem spróbować jak to jest na wolności. Jak żyje się bez ograniczeń odległościowo – czasowych. Jak to jest, kiedy nie musisz bać się o co drugą godzinę i możesz spać spokojnie, bo odgłos ssaka, którym odsysamy Marysię nie budzi choć śni się. Być bez Niej? Jupiii! Zostałem…

64. Dalej i bliżej

– W kółko piszesz o tym samym. To nudne. Pisz o tym, co u Marysi, teraz – mówi żona. – Nieee. Przecież to co jest teraz, miało swój początek. Niewiarygodny był ten początek. A pamiętasz co się stało na jego końcu? Tego nikt się nie spodziewał. Pamiętasz jak schudłem cztery kilogramy w dobę? Pamiętasz to…

63. M versus BS

Miesiąc i parę dni temu odleciała na moich rękach, samolotem linii lotniczych „Niepewność”. Na pokładzie byli zamachowcy. Wszyscy o tym wiedzieli, było to nawet na papierze, ale tak po prostu miało być. BS – Bakteriozy Skurwysyny, bo o nich mowa, nie odpuszczają łatwo, mało tego czają się i czekają. Atakują tylko chorych i słabych, takie…

62. Smutna zostaje w Zabrzu

Jutro mija trzydziesty dzień leczenia. Gdzie są Ci co mówili, że się uda? Gdzie Ci co zapewniali, że będzie dobrze? Gdzie Ci co trzymali kciuki i Ci co się modlili? Mieliście rację! Jutro być może uciekniemy do domu. Zostawimy śmierć smutną w przemoczonych pieluchach i w strugach łez Jej bólu? Chciałbym żeby dała nam już…