43. Rurka i do domu

Pojechała tam sama, w karetce. Kiedy zjawiliśmy się na miejscu, w lochach skazanych na choroby, Maria przyjmowała kolejne dawki ukłuć, spojrzeń i naciskań pielęgniarek i lekarzy. – Pięć miesięcy już jeździmy – powiedziałem do matki, która przyszła do swojego dziecka, leżącego vis-a-vis Marysi. – My dopiero drugi tydzień. – A! To nic nie wiesz –…