45. Nie ma takich jak Ona?

Pół roku wspinaczki za nami, a my dalej w schronisku. Marysia dzięki rurce tracheo stała się bardziej mobilna. Haha. Mogła wtedy swobodnie ruszać głową na boki, a kiedy byliśmy przy Niej mogliśmy odwiązywać Jej rączki, które nieprzyzwyczajone do wolności wędrowały w górę i zaraz opadały, jak dmuchnięte wstążki. Mogła się przemieszczać po łóżeczku na dystansie…

44. Za małe kroki

Data przyjęcia na oddział to 6 sierpnia 2014 r. Gdybym wiedział, że kolejny wypis dostanę do ręki za 9 miesięcy, to… Nie wiedziałem. Bo rurka założona, bo można tak latami, bo jest szansa. – Ale na co? Na dziecko na respiratorze? Z brzuchem jak źle napompowana piłka do nogi? Z tymi oczami co chcą mnie…

43. Rurka i do domu

Pojechała tam sama, w karetce. Kiedy zjawiliśmy się na miejscu, w lochach skazanych na choroby, Maria przyjmowała kolejne dawki ukłuć, spojrzeń i naciskań pielęgniarek i lekarzy. – Pięć miesięcy już jeździmy – powiedziałem do matki, która przyszła do swojego dziecka, leżącego vis-a-vis Marysi. – My dopiero drugi tydzień. – A! To nic nie wiesz –…

42. Na chwilę

Gorączki i dekompresje krążeniowe w lipcu 2014 roku były na porządku dziennym, ale za którymś razem zbuntowana gwiazda Maria zrobiła w końcu „stop” i jej serce zatrzymało się na zawsze. Przy standardowej procedurze, znienacka, Maria powiedziała: Dosyć mam już. Ale kiedy jechaliśmy wtedy do niej we dwójkę, nie wiedzieliśmy o tym i śmialiśmy się. Drzwi…

Blog

Sam do końca nie wiem po co go piszę. Wiedzą, żona i Pani Agnieszka, że to terapia. Wie mama, że dla ludzi. Fazi wie, że dla frajdy, a Pani w sklepie – że wie, udaje. Ja nie wiem sam do końca. Podejrzewam późnymi wieczorami, że chodzi o tajemnicę. To pytanie chodzi za mną cały czas.…

41. Krzyż na plus

Ogród zarastał chwastami, basen glonami, a maliny kwitły kiedy Marysia wygrała z sercem nie wojnę, ale bitwę. Cały czas byłem zmęczony jeżdżeniem, stresem, rozłąką i tym widokiem, który zastawałem, stając przy Jej łóżku. W lipcu 2014 roku Marysia była dziewczynką 5 miesięczną przybitą do materaca szpitalnego łóżeczka od urodzenia. Ręce związane i rura intubacyjna w…

40. Ocean niespokoju

Trudno zbliżać mi się do pisania, kiedy słońce chowa się za chmury dat i obietnic. Za kilka dni, o ile Maria nie zachoruje, jedziemy do magików sercowych, jedynych nadziei i czasem spełnianych życzeń. Jedziemy znowu o Niej rozmawiać i być tam i słyszeć, że ryzyko, że szanse, że krzesła są niewygodne, gdy się czeka pod…

39. Siostry jedynaka X

Brunetki, blondynki i rude. Niskie i wysokie. Zgrabne i zabawne. Ostre i chimeryczne. Zawsze kobiety. Matki, żony i koleżanki. Ciotki Marysi, były najważniejsze. Bo nie mogłaby Marysia bujać sobie w obłokach, balansować na krawędzi i pędzić na oślep, gdyby ich tam nie było. Kiedy wchodziłem na oddział otwierały drzwi i na początku z wymuszonym uśmiechem,…

38. Lepsi i gorsi (moje sorty)

Kiedy liczę wychodzi mi, że z czterdziestoma ośmioma rozmawiałem na Jej temat. Każdy zaczynał od początku, niektórzy powtarzali to co inni, inni mówili to co niektórzy. Czasami się mylili, czasami trafiali w dychę. Byli różni. Każdy inny. Byli, bo sami tak wybrali, a ja byłem bo… przecież sam nie wybrałem. Kiedy jesteś rodzicem takiej Maryśki…

37. Woły

Po operacji serca Maryśki zostałem zaorany pługiem ciągniętym przez dwa woły. Lemiesze pługa ryły głęboko i równo. Mój opór wobec tego co się działo przestał istnieć. Pytania o sens, o cel straciły sens i stały się bezcelowe. Nie ma tam, na końcu znęcania się Demiurga na życiem żadnej odpowiedzi. Jest tylko cisza i ciągnący się…