75. Koniec

Tak jak skończyło się szpitalne życie naszej córki Marii, tak skończy się ten blog.

Zanim jednak się skończy, chcę podziękować Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób nam pomogli. Jest Was naprawdę wielu. Bez Waszego wsparcia, którego zupełnie się nie spodziewałem, nie bylibyśmy tu gdzie teraz jesteśmy. A jesteśmy w domu, w miarę zdrowi. Maria uczy się chodzić i mówić.

74. Rurka

Nie stać mnie na głębsze przemyślenia. Zazdroszczę filozofom, którzy po sto pięćdziesiątym zakręcie znowu wychodzą na prostą. Chociaż czasem mijam bezpiecznie pierwszy i drugi, czasem nawet trzeci łuk wspomnieniowy to i tak w końcu, bardzo szybko ląduję na ścianie bez odpowiedzi na pytanie: Dlaczego akurat tak? Jestem w domu z Marysią. Gdyby wypadła jej rurka,…

73. Dogme 2015

Gdyby mój blog był filmem, byłby pewnie czarno-biały, momentami niemy i muzyka byłaby fatalna. Właśnie bylibyśmy w sto osiemdziesiątej minucie i blisko byłby jego koniec. I gdybyś oglądał go w kinie, to szukałbyś kurtki i dojadałbyś szybko popcorn. Znudzone twarze na ciemnej sali, rozczarowane, że „znowu się udało”, kiwałyby na „NIE”. Akcja od jakichś piętnastu…

72. Kłucie

Osiemnasty miesiąc. Czytałem, że rekord prędkości jazdy na nartach to 252 km/h, mój rekord to około 300 wejść/18 miesięcy na oiom, do Maryśki, też nieźle, ale i tak nijak ma się to do jednego albo dwóch wejść, z których ostatnie źle się kończy. Trwaliśmy na tym iomie, jak gdyby sponsorowała nas telewizja TRWAM, chociaż tak…

71. Do domu? Jak?

Cichociemna nadzieja była u kresu swojej wytrzymałości, kiedy ze spuchniętym brzuchem i widokiem na olbrzymie perspektywy Maria kierowała swoim losem ze szpitalnego łóżka Oiom-u w Zabrzu. Nic dwa razy się nie zdarza i do rzeki tej samej dwa razy nie wchodzę, no chyba że na Oiomie w Zabrzu, gdzie ciągłe deja vu zapętlało się przez…

70. Pag? Pig? Nie. Peg.

Marysia „spadała z wagi”, a my w końcu wiedzieliśmy, że zbliża się koniec. – Wiesz co? Mam to gdzieś. Wysłali nas tu na umarcie. Marysia nigdy nie wyjdzie do domu. Rozumiesz? W lecie 2015 roku Marysia umiała już całkiem sprawnie oddychać bez respiratora, co nie znaczy, że go nie używała. Od czasu do czasu, dla…

68. Ściana

Jakiś czas temu zwolniłem z postami znacząco, ale to nie ze znudzenia, bo z nim walczę i wygrywam, nie z braku tematu, bo ten sam się napisał i nie dlatego, że… pomimo tego, że minął rok i trochę, wciąż nie mogę uwierzyć, że pod sam koniec szpitalnego leczenia Marii, tak się wszystko pokiełbasiło. To była…

67. … skłamałem

Po piętnastu miesiącach leczenia, Maria chora na wszystkie swoje choroby, trafiła do innego szpitala. Kiedy tam jechaliśmy, Ona z Kamilą w karetce i ja czerwonym samochodem, ciągnął się za nami smród przypalanej niemocą nadziei. W radiu słyszałem melodie z serialu „Dom”, a moja psychika była jak Warszawa w styczniu 1945 roku. Zimna, zburzona i bezludna.…

66. Niemożliwe

Któregoś majowego dnia 2015 roku Pani doktor w końcu powiedziała: – Przenosimy was. Musicie być bliżej domu. – Ale gdzie nas przeniesiecie? – Tam gdzie panu mówiłam. – My się nie zgadzamy. Chcemy zostać tu. Tam Jej nie znają. My ich nie znamy. – To jest bardzo dobry szpital. Bardzo kompetentny pan ordynator. Z nim…