26. Stoję i patrzę

Pod koniec kwietnia 2014 roku jesteśmy już dwa miesiące w szpitalu. Nie w szpitalu, na OIOM-ie. Codziennie jeździmy odwiedzać Marysię. Nie bardzo rozumiem po co, ale Kamila mi tłumaczy: – Ona słyszy nas i widzi, czuje że to my, że przy niej jesteśmy. Musimy być u niej codziennie. – Codziennie chcesz jeździć sto kilometrów w…

24. Egołamacz

Nie ma nas w domu. Znowu jest tak, jak przed Jej powrotem. – Kto jutro jedzie i o której? Jaka pogoda i czy znowu będą korki? Robisz kanapki czy kupujesz w Macu? Znowu po drodze 13 czerwonych świateł, znowu stacje benzynowe, ciężarówki i droga. Sto kilometrów czekania, żeby wjeżdżając przez szpitalną bramę wiedzieć, że już…

22. Profesor

Wypluci przez molocha wracamy do secesyjnego szpitala w Zabrzu. Mur pruski na wieży ciśnień faluje, jak moje uczucia, gdy po raz kolejny dobijam się na oddział. Tutaj, nie wiem jeszcze dlaczego, czuję się bezpieczniej niż w katowickim gigancie. Kameralność zabrzańskiego szpitala uspokaja mnie i cieszy, zwłaszcza gdy przypominam sobie przepastne katowickie korytarze prowadzące donikąd i…

21. Sens

Kiedy Jej nie ma obok mnie, kiedy Jej łóżeczko stoi puste, wtedy gdy nie mogę Jej dotknąć, pocałować, przytulić, wtedy sens życia staje się dla mnie niewidzialny. Bruno swoją obecnością sprawia, że mogę mówić, myśleć o czymkolwiek innym niż Ona, ale to wszytko jest i tak deszczem smutku zmoczone. A nie ma Jej już od…

20. Inni

W katowickim szpitalu zaczynam zauważać innych rodziców, innych dzieci z OIOM-u. Są różni, statystycznie normalni, przynajmniej jak chodzi o samopoczucie, liczbę dzieci, liczbę aktualnych żon lub mężów. Ubrani normalnie, czasem nieuczesani. Zwykle zmęczeni, często niewyspani. Zawsze wystraszeni. Kręcą się pod bajkowymi drzwiami, za którymi śpią ich dzieci. Za oknem jest wtorek. Dziesiąta rano. Pogoda jest…

19. Książki i ścieżki

Dziewiątego kwietnia o ósmej rano jestem w przedszkolu. Bruno zadowolony biegnie do sali. Jeszcze uśmiecham się, macham mu, widzę go przez ostatnie mgnienie i już… jestem gdzie indziej, w ciemniejącym świecie. Wtedy po bułki, bułki w kanapki, kanapki i kawa w torbę, torbę w łapę i „szybciej” i start. Po 5 minutach od startu: –…

18. Charty i Bruno

Jak charty pędzimy do Katowic. Po dwudziestu minutach wjeżdżamy na parking obok lasu rozchwianego przez wiatr. Szpital moloch wita nas swoją paszczą i hipnotyzującym tłumem ciągnącym do środka. Wpadamy w ten tłum, razem z nim kupujemy worki na buty, tak jak tłum pytamy o piętro i kierunek, patrzymy na plan tego labiryntu i w drogę.…

17. Io idioto!

Dopiero co zapamiętałem zasady odwiedzin na nowym oddziale, ledwo rozróżniam twarze poszczególnych pielęgniarek, właśnie zaczynam przyzwyczajać się do tego całego koszmaru, zaczynam go akceptować, kiedy szóstego dnia rano lekarka o niebieskich oczach, twardo patrząc na mnie mówi: – Potrzebna jest dodatkowa diagnostyka, bo coś jest nie tak z płucami Marysi. – Jaka diagnostyka? – pytam,…